|
|
środa, 21 marca 2012
Obojętność to cudowna analgezja dla myśli, uczuć i ciała.
niedziela, 05 grudnia 2010
Czas zdecydowanie pędzi za szybko, nawet jeśli się odrobinę leniuchuje. Nie wiem kiedy minął mi miesiąc, kwartał, półrocze. Od pewnego czasu zaniedbałem większość znajomych i zacząłem zbierać cięgi. Nie pomogły wyjaśnienia, że taki czasokres w życiu, praca, nauka, stan emocjonalny ( myślałem, że chociaż to jakoś zabrzmi przekonująco). Kilku znajomych postanowiło w bojkocie wykreślić mnie z wszelakich baz danych, nader oscentacyjnie mi to oznajmiając. Cóż ja teraz biedny pocznę ??? zastanawiam się będąc w desperacji niemalże (hmm, wyszedł mi ten sarkazm? ). Tak czy siak będę musiał dla równowagi ogłosić casting na nowych znajomych, którzy będą odporniejsi na moje chwile milczenia i odmowy brania udziału w imprezach wszelkiej maści, jak popadnie, bo przecież "rozerwać" się trzeba, a może lepiej nie ogłaszać, bo jeszcze nikt się nie zgłosi i dopiero trauma będzie...
Jakby nie patrzeć, cała sytuacja ma swoje bardzo dobre strony.
czwartek, 18 listopada 2010
eR jakiś czas temu nudził się niemiłosiernie, więc postanowił sobie zerknąć, co się w świecie kolorowym dzieje. Przypomniał sobie login, nawet hasło sobie przypomniał, co zabrało w zasadzie najwięcej czasu i jął się oddawać lustracji cudnie niebieskiej strony. W tak zwanym międzyczasie, jako, że ON-LINE był, to i nawet kilka wiadomości otrzymał, które nic, a nic nie połechtały samczego, próżnego ego, bo takie tendencyjne były... Kiedy się tak w lekturze "o sobie" zatopił, czytając opisy, z których jeden został błyskawicznie zapamiętany z racji nawiązania do legendy o smoku i baranie, nie spostrzegł, że "Dziubasek" ma "kąt oka" i owym łypie na monitor.. Po fakcie, niby niewinnego zerkania nastąpiły ciche dni w ilości sztuk dwóch. eR na tę chwilę chcąc, nie chcąc ma w domu teatr jednego aktora, który miota się straszliwie po scenie szukając wyjścia awaryjnego...
Pamiętajcie zatem, że "Dziubaski" mogą mieć kąt oka, gorzej, jeśli mają przy tym astygmatyzm i im trochę prawidłowość krzywej zaczyna szwankować.
środa, 10 listopada 2010
Ostatni czas nie obfituje w sielankowe epizody. Całe szczęście, że jedynie zawodowo jest do bani. Tak przynajmniej twierdzą znajomi, którzy otrzymali komunikat zwrotny na pytanie "co w pracy" i nakazali oczyszczające marudzenie, które z zasady pomaga. Mi nie pomaga, ale że cenię sobie poradnictwo wszelakie, nawet bezsensowne, to na łamach sobie pomarudzę, jak niżej.
Etat dobiegł końca terminowo i trochę żałuję, bo to było ciekawe zajęcie, choć się nie wydawało. Jednakowoż umowa, to umowa, a to, że pracodawczyni to bura suka, to insza inszość. Niestety zakończenie współpracy nie było takie, jakiego się spodziewałem i jakiego zazwyczaj miałem przyjemność doświadczać. Tego też żałuję, mimo iż miałem o ex szefowej nienajlepsze zdanie z racji jej charakteru, którego nie będę opisywał, to wolałbym, żeby niedoszło do wymiany kilku zdań, które nie wiedzieć czemu zostały przez wspomnianą powyżej zainicjowane. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, gdyż dane mi było na własne oczy zobaczyć proces myślowy objawiający się miną szefowej. Niecodzienne zjawisko. Jedyny plus tej całej sytuacji. Nie wiem tylko, nad czym tak myślała, kiedy usłyszała instrukcję, jak odróżnić mądrego człowieka od głupiego po tym, że pierwszy wie, co mówi, a drugi mówi, co wie. W tym przypadku zostanę chyba nieuświadomiony.
To sobie według wskazań znajomych pomarudziłem.
wtorek, 26 października 2010
Niektóre przyjaźnie, tak gwałtownie się kończą, jak szybko się zaczynają, a podsycane zawiścią, kończą się jeszcze szybciej i z pewnością głośniej.
A może to nie była przyjaźń, tylko żadna inna definicja nie pasowała?
niedziela, 26 września 2010
Kiedy dorzuci się garść obojętności i zdrowego egoizmu do tygla w którym kipi już oddanie, namiętność i zrozumienie, powstaje całkiem niezła kompozycja bogata w barwę, smak i woń. Nawet w dotyku zdaje się być aksamitna...
sobota, 05 czerwca 2010
eR dopuścił do głosu swoje wewnętrzne podszeptywania i rozpętało się piekło...
czwartek, 03 czerwca 2010
"Z natury była skłonna do śmiechu, wesoła, lubiąca zgodę, ale wskutek bezustannych nieszczęść i niepowodzeń zaczęła z taką pasją żądać i wymagać, by wszyscy żyli w zgodzie i radości i nie ważyli się żyć inaczej - że teraz najlżejszy dysonans, najbłahsze niepowodzenie wytrącało ją z miejsca nieledwie w zapamiętanie; w mig, bezpośrednio po najbardziej wygórowanych nadziejach i fantazjach, zaczynała przeklinać swą dolę, drzeć i szarpać wszystko, co było pod ręką, tłuc głową o mur."
Fiodor Dostojewski
"Zbrodnia i kara"
czwartek, 27 maja 2010
"Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko to, co pomyśli głowa"
Mi w zasadzie również...
wtorek, 25 maja 2010
Hmmm, odnoszę wrażenie, że właśnie masochiści psychiczni sami pchają mi się w szpony od kilku dni. Mimo tego, iż pluję jadem i gryzę boleśnie z racji perturbacji, to jednakowoż lgną owi, jak ćma do światła. Po ugryzieniu dziękują.
Dziwna ta człowiecza natura...
poniedziałek, 24 maja 2010
"Ehh życie, zebyś Ty chociaż mordę miało"
niedziela, 23 maja 2010
Oddałem się wczoraj lustracji miasta celem oceny sytuacji na rzece, która mnie otacza. Uspokoiło mnie to, co zobaczyłem, uznałem, że mnie nie zaleje i bez zbędnych problemów dane mi będzie wyjść w niedzielę z domu. W doborowym towarzystwie przeszedłem spory kawałem miasta i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie kilka incydentów z identycznym motywem przewodnim, jakim byli rowerzyści. Ta część okolic Uniwersytetu, którą się przechadzaliśmy pozbawiona jest ścieżek rowerowyh, zapewne z jakiejś określonej przyczyny, za to obfituje w funkcjonalny i dość kunsztownie wykonany trakt dla pieszych. Podkreślam- dla pieszych. Szliśmy, rozmawialiśmy, komentowaliśmy sytuację na Odrze, porównując ją z 97 rokiem i wszystko byłoby idealnie, gdyby naszej rozmowy nie przerywały natrętne, nieustanne dzwonki rowerzystów, którzy najwyraźniej pozbawieni są zdolności racjonalnego myślenia, oceny powierzchni traktu, oraz umiejętności jazdy rowerem ulicą w miejscu, gdzie innej możliwości nie ma. Poziom wkurwienia, bo to już było wkurwienie, nie jakaś tam irytacja, sięgnął zenitu, kiedy jedna niewiasta, z knotami w uszach zahaczyła mnie kierownicą. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zamiast usłyszeć słowo przepraszam, jak to kulturalni ludzie mają w zwyczaju wypowiadać, kiedy coś przeskrobią, usłyszałem skierowaną pod moim adrsem pyskówkę. Cieszę się, że udało mi się powstrzymać nerwy na wodzy, gdyż dzisiaj pewnie spędziłbym dzień na komisariacie. Rozumiem, że sytuacja w mieście z racji zagrożenia powodziowego sprawia, iż ludziom brakuje zdrowego rozsądku, spieszą się, są poddenerwowani, ale to chyba nie usprawiedliwia chamstwa, głupoty i bezmyślności w czystej postaci, a może jednak usprawiedliwia?. W kolejną wyprawę udam się ze środkami obrony własnej.
Z racji zmęczenia materiału, nie lubując się absolutnie w stanach pośrednich, zafundowałem sobie wersję skrajną i wpadłem w głęboki tumiwisizm. Trwanie w owym stanie nie jest zaliczane przeze mnie do wad.
Reasumując, na pohybel...
piątek, 21 maja 2010
A myślałem, że niewiele mnie może zaskoczyć, a jednak... nasze-choroby.pl
czwartek, 20 maja 2010
To, że przypadki chodzą po ludziach powszechnie wiadomo, to, że chadzają parami też się zdarza, jednak mnie przypadek prześladuje już wręcz nachalnie i oznajmia mi oczywiste prawdy o życiu niekoniecznie miło, sympatycznie a zrzuca na mnie wielkie odłamy gruzu, które bezceremonialnie walą w głowę. Dobrze, że uderzenie choć na chwilę wprawia mnie z racji ciężaru w stan nieprzytomności. Ostatnio odnoszę wrażenie, że przypadek ma dość solidnego kuriera, który najwyraźniej nie ma innych adresatów i upatrzył sobie mnie jedynie.
piątek, 14 maja 2010
Wielokrotnie zdarzało mi się wątpić w siebie i bliźnich. Bardziej w siebie niż w innych, ale to efekt przenikliwej znajomości własnej persony. Ostatnio jednak owo zwątpienie sięga zenitu. Wątpię, że uda mi się zamierzone przedsięwzięcie zrealizować, bo bliźni, jako współautor owego wydaje się być odporny na sugestie, działa zupełnie irracjonalnie, zabawia się jawnie i z premedytacją uczuciami wszelakimi i skutecznie pogłebia moje zwątpienie. Wątpić nie lubię i jeśli stan ów się drastycznie długo utrzymuje następują radykalne cięcia w myśl zasady, iż w rzeczach ważnych potrzebne są radykalne środki. I cierpliwości mi brak ostatnio i tolerancja na manipulację przez bliźnich się zmniejsza. Poleje się krew...
sobota, 08 maja 2010
Zapewne każdemu z nas zdarzyła się chwila, kiedy przypadkiem, bądź całkiem świadomie powrócił do dawno zapomnianej poczty. Opcja papierowa, czy elektroniczna, w zasadzie jedna chulera, choć ja wolę jednak tradycyjną formę z racji papierowego fetyszu. Dzisiaj znalazłem taki jeden list. Dlaczego już prawie nikt takich listów nie pisze?...
czwartek, 29 kwietnia 2010
Ignorancja na humory bliźnich rośnie u mnie wraz ze zwiększoną na nie ekspozycją.
wtorek, 27 kwietnia 2010
Lęk przed demonami okazuje się mniejszy niż 187 cm.
niedziela, 25 kwietnia 2010
Podsumowując koniec tygodnia powiem, że jestem z siebie dumny.
sobota, 24 kwietnia 2010
Dlaczego sąsiedzi wpadają na szatańskie pomysły walenia młotkiem w ściany od świtu, kiedy człowiek zasypia ze wiadomością, że do 12 może oddać się błogiemu spaniu?. Oj, odbije się to na klientach, którzy dzisiaj wpadną na równie koszmarny pomysł kontaktu ze mną. Klin klinem. Zdecydowanie robię się (bardziej) wredny z wiekiem...
sobota, 17 kwietnia 2010
Bestialski czas. Zupełnie nie wiem, kiedy minął mi kwartał. Dzień za dniem w mega wielkim tempie. Wiele się wydarzyło. Same zmiany. Z perspektywy czasu wydają się być dobrymi, choć czasem mam wątpliwości. Real okazał się być zbyt absorbujący i zabrakło nawet czasu na tą wirtualną przestrzeń. Sporo czasu zajęło mi przypomnienie sobie hasła do logowania, żebym mógł nakreślić kilka zdań. Stare nawyki trudno wykorzenić. Nadrabiając dzisiaj kwartalne zaległości w bytności w kilkunastu zakątkach sieci zauważyłem same zmiany. Jedne na lepsze, drugie niekoniecznie niestety, ale trudno walczyć z opatrznością. Samych pozytywów życzę.
sobota, 23 stycznia 2010
Nowy etat i w związku z tym chroniczny brak czasu sprawia, że nie wiem w co ręcę włożyć i cieszę się każdą możliwą chwilą odpoczynku.
Owocnego spędzania każdej wolnej chwili życzę.
piątek, 15 stycznia 2010
O ile grudzień minął w zasadzie bezrobotnie, gdyż tak było wygodnie, to styczeń wyrównuje braki. Z racji kłopotów wynikających z przestępczych działań "pani finansowej" poczynionych na aktywach, coraz częściej upatruję promocji sznurów i haków w marketach budowlanych. Nastąpiła faza odkuwania się, czyli podważanie teorii, że Salomon z pustego nie naleje. Sprawdza się sinusoida życia o amplitudzie pięcioletniej z wierzchołkiem super extra i dolinie - totalna chujnia z grzybnią. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, ponieważ dzięki temu obeznam się w prawie karnym, skarbowym i kilku jeszcze, niby skutecznych przepisach. Będę mógł dać przy wątpliwie radosnej okazji, upust frustracjom wszelakim, przelewając je na opieszałe organy ścigania pomysłowych księgowych z lepkimi rękoma chociażby. Zawsze to pocieszające, że może być jeszcze gorzej, więc nie ma co dramatyzować i zabrać się do pracy. Konieczność to zupełnie wspaniała rzecz, która sprawia, że w ręce same pchają mi się okazje. Tym sposobem uzyskałem drugi etat, który przy okazji pozwoli mi się wygadać do woli przez dzień cały. Akcja pod tytułem "grosik do grosika" rozpoczęta.
Sesja biegnie wyśmienicie, mimo własnych wątpliwości, ale zapewne udział w tym mają różne krakania, więc wynik musi być in plus. Pewnym jest to, że w okolicach czerwca zapadnę na wyczerpanie całkowite i na tydzień zaszyję się w jakiejś głuszy pod namiotem, żeby zdala od cywilizacji odpocząć. Z tego planowania z pewnością i tak niewiele wyjdzie, ale pofantazjować można bezkarnie, tym bardziej, że proceder z uzyciem namiotu poczyniałem będąc tzw. młodzieżą.
Braku kłopotów życzę i lustracji wnikliwej potencjalnie zatrudnianych księgowych.
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Milczenie niekoniecznie oznacza ciszę.
|